Pogoda Kolbudy z serwisu
»

Brakuje zwykłej mowy

Z Esztenyi Szabolcs, węgierskim pianistą od ponad 30 lat mieszkającym w Polsce rozmawia Maria Giedz.

- Obok działalności artystycznej zajmuje się Pan również nauczaniem. Przyjechał Pan do Lublewa na Festiwal Pianistyczny Fermata 2002, połączony z warsztatami dla młodzieży. Na czym polegają zajęcia z Panem?

- Wprowadzam młodych ludzi w praktykę improwizowania. Oczywiście w Lublewie przez kilka dni będzie to tylko dotknięcie problemu.

- Co to znaczy uczyć się improwizacji?

- Nauka improwizacji jest zaniedbana. Brak jej w większości szkół. Może to przegapiono? Na ogół zaczynamy naukę mowy od recytacji. Nie sztuką jest jednak recytować, sztuką jest mówić. Improwizacja, to tak jak mowa potoczna. A mówi się różnie, zależnie od sytuacji, od wyczucia. Potrzebna jest większa prostota, a nie blichtr estradowy.

- Rozmawiamy oczywiście o mowie muzycznej?

- Analogii do mowy muzycznej możemy szukać w języku ojczystym. Powinniśmy się najpierw uczyć porozumiewania mową potoczną, a dopiero potem recytacji. A u nas dzieje się odwrotnie i to prawie we wszystkich dziedzinach muzyki, z wyjątkiem jazzu. Brak tej umiejętności już został zauważony. Powoli sytuacja zaczyna się zmieniać.

- Podczas koncertu, który odbył się kilka dni temu w gdyńskim Teatrze Miejskim, zaprezentował Pan publiczności i uczestnikom warsztatów występ w formie oracji muzycznej. Nie był to typowy koncert, kiedy to pianista siada przy fortepianie i gra wyuczoną melodię. Czy właśnie to nazywa Pan improwizacją?

- Improwizacja to mowa nie przygotowana. Mówiłem dźwiękami wydobywanymi z instrumentu. A fortepian oferuje bogactwo dźwięków. Jest dźwięk, jest cisza. Połączenie kilku dźwięków daje melodię. Zaprezentowałem czysto akustyczne możliwości i z tego wykreowałem mowę dźwięków. Potem spróbowałem połączyć te dźwięki w jedną całość.

- Czy jeżeli ktoś przyjął już pewną manierę, może powrócić do prostoty?

- Na naukę nigdy nie jest za późno.

- Jaka jest młodzież, z którą pracuje Pan w Lublewie?

- Jest znakomita, na bardzo wysokim poziomie, kreatywna i pragnąca się uczyć. W tym miejscu należy się ukłon dla organizatorów oraz kierownictwa kursu, którzy wiedzieli kogo wybrać. Jestem z tego pobytu zadowolony.

- To Pana pierwsza wizyta w Lublewie?

- Tak i mam nadzieję, że nie ostatnia.

- Dziękuję za rozmowę.



12 lipca 2002, Dziennik Bałtycki
 

© KULTURA.KOLBUDY.PL 2012
DESIGNED AND DEVELOPPED BY GORDAL